Hospicjum za trzy złote

Krystyna Piotrowska
Gość Radomski 19/2014

Wileńskie dzieło miłosierdzia. Na tych terenach choroba nowotworowa skazywała dotkniętych nią tylko na cierpienie. S. Michaela Rak pokazała, że może być inaczej. Że można pomóc i nieść ulgę w bólu.

Potężny klasztor postawiono tu na przełomie XVI i XVII wieku. Przed wojną to miejsce nazywane było Wzgórzem Zbawiciela. Tu mieszkał ks. Michał Sopoćko, spowiednik s. Faustyny Kowalskiej. Tu malowany był obraz Jezusa Miłosiernego. Teraz mieszkające tu zakonnice ze Zgromadzenia Sióstr Jezusa Miłosiernego opiekują się chorymi w jedynym na Litwie stacjonarnym hospicjum. Hospicjum oddalone jest od Ostrej Bramy o zaledwie trzysta metrów.

Garść drobniaków

W czasie każdego koncertu najważniejsza jest muzyka. Ale jeśli jest on charytatywny, równie ważny jest jego cel. Ten koncert charytatywny Radomskiej Orkiestry Kameralnej odbył się przed rokiem.

Przyświecała mu idea wsparcia Hospicjum bł. ks. Michała Sopoćki w Wilnie. Organizatorami tamtego muzycznego spotkania w Radomiu były trzy zakony rycerskie działające na terenie naszej diecezji: Związek Polskich Kawalerów Maltańskich, Rycerze Kolumba i Zakon Rycerski Świętego Grobu Bożego w Jerozolimie. A bohaterem tego wydarzenia, a raczej bohaterką była s. Michaela Rak ze Zgromadzenia Sióstr Jezusa Miłosiernego, dyrektorka wileńskiego hospicjum i przełożona miejscowej wspólnoty. Kobieta o skupionych, ciemnych, pogodnych oczach, o niespożytej energii, emanująca optymizmem. Opowiadała o historii hospicjum i o tym, co robiła, zanim wyjechała do Wilna. Wcześniej była przez lata związana z hospicjum w Gorzowie Wielkopolskim. Gdy kard. Audrys Juozas Bačkis poprosił, by siostry z jej zgromadzenia założyły w Wilnie podobną placówkę, została oddelegowana do tego, jak się okazało, niezmiernie trudnego przedsięwzięcia.

W dniu wyjazdu na Litwę poszła na cmentarz pożegnać się z tymi, których spotkała w gorzowskim hospicjum. – Chodziłam po tym cmentarzu, płakałam i prosiłam ich o pomoc, bo wyjeżdżałam z niczym i nie znałam tamtejszej sytuacji. Przy wyjściu cmentarna kwiaciarka dała mi to, co tego dnia zarobiła – garść dobniaków. Powiedziała, że to jest na moje hospicjum. To były trzy złote. Zabrałam te pieniądze do Wilna. Tam w kaplicy położyłam przy tabernakulum. I to była taka moja modlitwa. A właściwie nie wiem, czy modlitwa; to był krzyk rozpaczy. Mówiłam: „Panie Boże, jesteś Ty, mamy trzy złote i zrobimy hospicjum”… – wspominała s. Michaela.

Siostra opowiadała dalej, a na ekranie nad sceną pojawiały się zdjęcia dokumentujące kolejne etapy remontu, budowy i wreszcie zagospodarowywania budynku przeznaczonego na to dzieło pomocy najbardziej cierpiącym. Trzeba powiedzieć: dzieło imponujące, ale… To „ale” to brak pieniędzy, problem, z którym siostra wciąż musi się zmagać i, gdzie tylko może, prosi o wsparcie.

Podłoga ze szkła

To miejsce w Wilnie chyba każdy potrafi wskazać. Ludzie wiedzą też, kim jest s. Michaela Rak. Prowadzone przez nią hospicjum mieści się w byłym klasztorze sióstr wizytek, który po wojnie, w czasach komunistycznych, przeznaczony był na więzienie. Tuż obok, w innym budynku, mieszkają siostry ze Zgromadzenia Jezusa Miłosiernego. Jego założycielem był ks. Sopoćko. W czasie II wojny światowej siostry wyjechały z Wilna do Polski, a skonfiskowane przez komunistów budynki wileńska kuria odzyskała od władz w 2005 roku. – W okresie międzywojennym mieszkał tu ks. Sopoćko i mieściła się pracownia malarza Eugeniusza Kazimirowskiego, który malował obraz Jezusa Miłosiernego – „Jezu, ufam Tobie” – według wskazówek s. Faustyny Kowalskiej. W 1934 roku s. Faustyna przychodziła do jego pracowni przez co najmniej pół roku, raz w tygodniu. Dziś w pomieszczeniu, w którym malowany był obraz, mamy swoją kaplicę – opowiada siostra. Pokazuje też odnowiony budynek, który dzięki wysiłkowi zgromadzenia i ludzi dobrej woli prezentuje się teraz bardzo okazale.

W czasie koncertu w Radomiu s. Michaela zapraszała do Wilna i do obejrzenia hospicjum. Serdeczność, z jaką to czyniła, przekładała się na gościnność, z jaką wita gości. Po pierwsze obiad, który podają pracujące tu siostry. Stołówka jest duża. Pełni również rolę sali konferencyjnej i szkoleniowej. Tu przychodzą też rodziny pacjentów i odbywają się świąteczne spotkania czy minikoncerty, które dzięki zamontowanym kamerom chorzy mogą oglądać w pokojach na ekranach telewizorów. Stołówka ma szklaną podłogę, pod którą widać zachowane resztki zabytkowego pieca. To architektoniczne rozwiązanie budzi podziw i nadaje pomieszczeniu tajemniczości.

– Ten dom to była zupełna ruina – opowiada siostra. – Dziś funkcjonuje. Mamy pracowników, mamy chorych, jest realizowana idea hospicyjnej opieki przy umierających. Ale najbardziej wzrusza mnie, że wszystko, co tu widać, ofiarowali ludzie. Ja nie miałam na to pieniędzy. To było nieustanne żebranie, błaganie, pisanie listów, e-maili, telefony. Na to, co teraz tu mamy, złożyło się kilka tysięcy osób, firm, organizacji, gdzie każdy tyle, ile mógł, podarował. Przed poświęceniem hospicjum, wilnianka, jedna z przewodniczek turystycznych, napisała na Facebooku: „Ludzie, zróbmy z hospicjum dom, a nie laboratorium”. I przyniesiono obrazy, kwiaty, nawet akwarium – uśmiecha się siostra.

I tak jest rzeczywiście. „Udomowione” zostały pokoje chorych i korytarze. W jednym z pomieszczeń dla pracowników na ścianie wisi ogromna tablica. – To bardzo ważna informacja – mówi siostra. Nagłówek napisany jest dużymi literami w językach litewskim i polskim: „Hospicjum Błogosławionego księdza Michała Sopoćki w Wilnie powstało dzięki darowi serca, który ofiarowali następujący Darczyńcy”. Niżej wypisane są nazwy organizacji i nazwiska tych, którzy wspierali to dzieło. Wśród dobroczyńców jest też radomski akcent. Siostra zaczyna czytać: Związek Polskich Kawalerów Maltańskich, Grzegorz Izbicki, Robert Wiraszka, Radom, Polska. I wyjaśnia: – Kontakt z tymi panami mam dzięki pani Helenie Pawlak z Radomia, która była kiedyś szefową Towarzystwa Przyjaciół Wilna. To oni sprowadzili specjalistyczne łóżka dla naszego hospicjum, potem materace, kołdry, poduszki. Później przyjechali na liturgiczną uroczystość poświęcenia tego domu i tak ich serce już tu zostało.

Szkoła miłości

Pokoje chorych są przestronne, jasne. Pacjenci są różnych wyznań i narodowości. Łączy ich jedno – choroba nowotworowa. Są tu pod bardzo dobrą opieką, w każdej chwili mogą liczyć na życzliwą pomoc personelu, a pojawienie się s. Michaeli zawsze budzi radość. Niespełna czterdziestoletnia kobieta, w chustce na głowie, odpowiadając na powitanie siostry, chce usiąść na łóżku. Siostra bierze ją za rękę, głaszcze i prosi, żeby leżała spokojnie, bo znowu coś sobie połamie. Kobieta choruje od sześciu lat. Wcześniej w domu korzystała z pomocy hospicyjnej, którą również prowadzą siostry. – Miałam już takie bóle, że nie mogłam wytrzymać. Jestem tu kilkanaście dni i się poprawiło – mówi z uśmiechem. Siostra opowiada, że jak się poznały, to ta kobieta żyła bez ślubu, który potem wzięła za namową siostry. Świadkiem była córka. Kobieta zgadza się na zrobienie zdjęcia, a siostra wyjaśnia, kim jestem, i mówi, że napiszę w gazecie o hospicjum.

Kolejny pokój. Stajemy w drzwiach. Przy łóżku siedzi dwóch mężczyzn. – Panowie są Litwinami – mówi siostra. Codziennie przychodzą do swojej mamy. Oni są dla mnie symbolem miłości do matki.

Idziemy dalej. Pan Iwan jest szczupły, mówi bardzo cicho. Ma syna i wnuczkę, ale tu nie przychodzą, bo jak sam mówi, są bardzo zapracowani. Jest z nich bardzo dumny. Zgadza się na zrobienie zdjęcia, choć zastanawia się, czy to wypada, bo jest w piżamie. Prosi, żeby siostra pomogła mu przyczesać włosy. Zanim wyjdziemy, życzy mi wszystkiego dobrego.
Z kolei pani Leokadia cierpi na bóle nogi. Nie może spać. Głowa też boli. Słucha uważnie, jak siostra wyjaśnia, skąd przyjechałam, że był w Radomiu koncert, na którym zbierane były pieniądze na utrzymanie hospicjum, na lekarstwa. – To dobrze, że są tacy ludzie, którzy pomagają – mówi pani Leokadia.

Siostra z charyzmą

Na chorych w hospicjum czeka 16 łóżek. Żeby ogarnąć pomocą wszystkich potrzebujących, przydałoby się ich dużo więcej. W zależności od stanu chorego może on liczyć na opiekę w domu, korzystać z dziennego pobytu czy też stacjonarnego. W Wilnie i na Litwie nie ma innych hospicjów, choć obecna jest medycyna paliatywna.
W hospicjum pracuje na stałe 27 osób, w różnym wymiarze godzin. Są to lekarze, pielęgniarki, rehabilitanci, kierowcy, pracownicy administracyjni, obsługa kuchni. Pomagają wolontariusze. Takich, którzy są na stałe, jest około trzydziestu. Są w różnym wieku, mówią po polsku, rosyjsku i litewsku. Wiktor Ząbkiewicz mówi o sobie, że jest od wszystkiego – od spraw medycznych po gospodarcze. Dowiedział się przed laty od znajomych, że siostry mają tu klasztor i trzeba im czasem pomóc, a on jest „taka złota rączka”. Z zawodu jest chemikiem ekologiem. Ćwierć wieku przepracował w ochronie środowiska. W 2010 roku podziękowano mu za pracę. Należy do grupy tych zapaleńców, którzy chcą pomagać, chcą coś robić. – Tu jest takie cudowne miejsce, które przed wojną było nazywane Wzgórzem Zbawiciela. Jak przyjechała s. Michaela, zaczęła się walka z tym rozwalającym się budynkiem i całą sytuacją, która tu była. Siostra to człowiek z niesamowitą charyzmą i ogromną dawką energii. Teraz widać, że ta cała praca i zaangażowanie opłaciły się – mówi.
Od spotkania w Wilnie z s. Michaelą Rak minął rok. W spotkaniu uczestniczyła również Zofia Litwin i radny Jan Maniak. Nie wiadomo, czy wśród pacjentów jest jeszcze pan Iwan, pani Leokadia, kobieta w chustce. Może pozostali już tylko na moich zdjęciach. Ale wiem, że s. Michaela wciąż z tą samą energią kieruje podległą jej placówką. Śpi z telefonem przy łóżku, żeby być na każde wezwanie, i z habitem w zasięgu ręki, żeby jak najszybciej się ubrać.

W kwietniu podczas koncertu dziękczynienia za pontyfikat i kanonizację Jana Pawła II, który miał miejsce w radomskim kościele pw. Świętej Rodziny przy ul. Kelles-Krauza, przeprowadzona została zbiórka ofiar na rzecz wileńskiego hospicjum. Zorganizowali ją Kawalerowie Maltańscy. W niedzielę 25 maja w tej samej parafii gościć będzie s. Michaela Rak. Podczas Mszy św. opowie o swoim hospicjum. Będzie też można finansowo wesprzeć to dzieło.